Byłem w sklepie od rana do nocy, siedem dni w tygodniu. Dziś zarządzam nim z dowolnego miejsca i cieszę się 12% wzrostem obrotów. Zobacz, jak jedna decyzja o wdrożeniu Click&Collect zmieniła nie tylko mój biznes, ale i całe moje życie.
Prowadzenie polskiego sklepu w Wielkiej Brytanii to nie jest praca od 9 do 17. To styl życia, który pochłania bez reszty, a przynajmniej tak było w moim przypadku. Zanim wdrożyłem system, który odmienił wszystko, każdy mój dzień wyglądał niemal identycznie: pobudka o świcie, dostawy, układanie towaru, obsługa kasy, a po zamknięciu – papiery, zamówienia i sprzątanie do późnej nocy. To historia o tym, jak technologia nie tylko zwiększyła moje obroty o 12%, ale przede wszystkim oddała mi życie.
Otwierając „Paczka Pals” w Manchesterze, byłem pełen zapału. Chciałem stworzyć miejsce, które będzie namiastką domu dla lokalnej Polonii. Udało się – klienci pokochali sklep, a ja uwielbiałem tę pracę. Problem w tym, że praca pokochała mnie aż za bardzo. Z czasem stałem się „człowiekiem-orkiestrą”: kasjerem, magazynierem, zaopatrzeniowcem i księgowym w jednym. Telefon dzwonił bez przerwy, nawet w niedzielę wieczorem. „Szefie, jest ten majonez?” albo „Kończy się mleko, domówić?”. Straciłem rachubę, ile rodzinnych obiadów ominąłem i ile razy obiecywałem żonie, że „w przyszłym tygodniu będzie spokojniej”. Nigdy nie było.
Przełom nastąpił w dniu urodzin mojej córki. Oczywiście spędziłem go w sklepie, bo akurat wypadła duża dostawa. Wieczorem, gdy wróciłem do domu, zobaczyłem na stole kawałek tortu zostawiony specjalnie dla mnie. Wtedy zrozumiałem, że coś musi się zmienić. Mój biznes rósł, ale ja, jako człowiek, kurczyłem się. Pracowałem ciężej, a nie mądrzej. Byłem zmęczony, sfrustrowany i czułem, że tracę kontrolę nad własnym życiem, a co gorsza, także nad sklepem. Wiedziałem, że muszę znaleźć sposób, by zautomatyzować część zadań i oddelegować odpowiedzialność, ale nie wiedziałem jak.
Pomysł sprzedaży online krążył mi po głowie od dawna, ale zawsze go odkładałem. Bałem się kosztów, skomplikowanego wdrożenia i tego, że moi pracownicy sobie nie poradzą. „Czy moi klienci, często przywiązani do tradycyjnych zakupów, w ogóle z tego skorzystają?” – myślałem. Rozmowa z konsultantem, który pokazał mi zintegrowany system POS z platformą e-commerce, otworzyła mi oczy. Nie chodziło tylko o dodatkowy kanał sprzedaży. Chodziło o centralizację zarządzania, automatyczną kontrolę stanów magazynowych i uproszczenie procesów. To była obietnica odzyskania kontroli. Postanowiłem zaryzykować.
Obawiałem się, że wdrożenie nowego systemu sparaliżuje sklep na kilka dni. Nic bardziej mylnego. Instalacja sprzętu i oprogramowania przebiegła sprawnie. Największym zaskoczeniem była prostota obsługi. Po krótkim szkoleniu moi pracownicy bez problemu zaczęli zarządzać zamówieniami online. System POS automatycznie aktualizował stany magazynowe po każdej sprzedaży – zarówno tej stacjonarnej, jak i internetowej. Skończyły się telefony z pytaniami o dostępność produktów. Wystarczyło spojrzeć na ekran komputera lub tabletu, nawet z domu.
Pierwsze zamówienia online spłynęły już następnego dnia. Początkowo było ich kilka dziennie, ale z każdym tygodniem liczba rosła. Klienci docenili wygodę – mogli zrobić zakupy w drodze z pracy i odebrać je bez kolejki. Po sześciu miesiącach liczby były jednoznaczne:
Podobny sukces odniósł właściciel sklepu w Birmingham, który dzięki systemowi e-commerce zaczął oferować lokalne dostawy. Jego obroty wzrosły o niemal 20%, a sklep stał się numerem jeden dla młodych, zapracowanych Polaków w okolicy, którzy cenią sobie wygodę.
Liczby są ważne, ale dla mnie najważniejsza była zmiana jakości życia. Po raz pierwszy od lat mogłem wyjechać na weekend z rodziną bez setki telefonów ze sklepu. Wieczorami, zamiast ślęczeć nad papierami, mogłem po prostu odpocząć. Zyskałem narzędzie, które dało mi pełen wgląd w biznes z dowolnego miejsca. Mogłem sprawdzić dzienne utargi, stan magazynu czy najpopularniejsze produkty, leżąc na kanapie z laptopem. To było uczucie bezcenne. Przestałem być strażnikiem w swoim biznesie, a stałem się jego strategiem. Zacząłem myśleć o rozwoju, o wprowadzeniu nowych produktów, o marketingu – o wszystkim, na co wcześniej nie miałem czasu.
Inwestycja w zintegrowany system e-commerce z opcją Click&Collect była najlepszą decyzją biznesową, jaką podjąłem. To nie był wydatek, to była inwestycja w przyszłość firmy i w moją osobistą wolność. Kluczowe wnioski, którymi chcę się podzielić, są proste:
Jeśli czujesz, że Twój sklep pochłania całą Twoją energię i czas, zatrzymaj się na chwilę. Zbliża się intensywny okres handlowy, a po nim wakacje. Może to idealny moment, aby wdrożyć system, który pozwoli Ci nie tylko więcej zarabiać, ale przede wszystkim – zacząć znowu żyć.